wtorek, 20 sierpnia 2013

Wkurzająca nauczycielka ;)






tytuł: Agnes Grey
autor: Anne Bronte
wydawnictwo: MG
data wydania: 4 czerwca 2012
liczba stron: 240







W tym roku przyszło mi poznawać twórczość sióstr Bronte i ze wszystkich przeczytanych do tej pory książek sławnych pisarek, ta podobała mi się najmniej. Nie mam tutaj na myśli stylu, języka czy fabuły, ale chodzi mi o główną bohaterkę, która mnie po prostu... irytowała ;) Bywa i tak, że nie wszystkie książkowe postacie muszą się podobać. I tak było w tym przypadku, śpieszę wyjaśniać dlaczego.

Tytułowa Agnes Grey to młoda dziewczyna, którą życie postawiło przed trudnym wyborem. Jej rodzina na skutek nieszczęśliwego wypadku, straciła sporą sumę pieniędzy, która miała stać się przynoszącym zyski kapitałem. Od tej pory liczono się z każdym groszem, mocno oszczędzając, a życie w zbytku i wygodzie, stało się miłym wspomnieniem. Mimo, że rodzina dzielnie się wpierała, to skutki niedoszłej inwestycji oddczuł na własnym zdrowiu jej pomysłodawca, czyli pan domu. Agnes chcąc mieć swój wkład finansowy w utrzymanie domu, postanawia nająć się do pracy jako guwernantka. Wkrótce dziewczyna pakuje walizki i wyjeżdża w nieznane. 
Ludzie u których się znalazła, już od pierwszego spotkania wywarli na niej jak najgorsze wrażenia. Jej nowi podopieczni, również odbiegali od jej początkowych wyobrażeń. Dzieci były rozpieszczane, robiły co chciały i dziewczynie trudno było nad nimi zapanować. Do tego brak dyscypliny i motywacji do nauki, zaowocowały nikłymi postępami w edukacji. Agnes będąca na skraju wyczerpania psychicznego opuściła swoich pracodawców. Jej odpoczynek nie trwał jednak długo, ponieważ udała się do kolejnej rodziny, tym razem oddalonej znaczniej bardziej od jej miejsca pochodzenia.
Bohaterka cieszyła się nową przygodę i zmianą środowiska, tym bardziej, że, Horton Lodge okazał się być piękną rezydencją. Przyszło jej opiekować się dwiema młodymi pannami. Rozalia i Matylda mimo, że były siostrami, skrajnie różniły się charakterami. Ta pierwsza pilnie uczyła się śpiewu, dzięki któremu mogła zabłysnąć w towarzystwie, bowiem jej największą atrakcją było kokietować wszystkich naokoło swoimi wdziękami. Matylda dobrze czuła się w cieniu swojej siostry, a będąc typową chłopczycą, wolała odwiedzać stajnię czy bawić się z psem. Jednak i te podopieczne guwernantka średnio polubiła, a wymienienie jakiejś dobrej cechy jednej z nich, odbierałam jako największy wysiłek. Wkrótce ojciec Agnes umiera, a matka z dwiema córkami postanawiają otworzyć własną szkołę dla dziewcząt. Dowiadujemy się również, że Rozalia nie znajduje szczęścia w małżeństwie, w porównaniu do swojej guwernantki, do której szczęście przychodzi samo.


W powieści mnóstwo mamy opisów jakie to dzieci są niegrzeczne, jak dokazują, nie słuchają swojej nauczycielki i ciągle pokazują swoje najgorsze cechy charakteru. Dlatego właśnie postać tytułowej bohaterki tak mnie irytowała. Jawi się ona jako bardzo surowa, świadoma swojej przewagi intelektualnej despotka ;) Narzeka, że rodzice dzieci mają czelność zwracać jej uwagę, a zachowując milczenie uważa, że czyni wielkie ofiary. To jest oczywiście tylko moje małe zdanie i na pewno trochę przesadzam, a pewnie czytając powieść można w ogóle nie zwracać na to uwagi. Od tego jest dzieciństwo żeby się wyszumieć, a narzucanie czyjejś woli i ciągłe strofowanie może odnieść tylko odwrotny skutek. Rozalia lubiła flirtować i takiej natury nie da się łatwo zmienić, więc Agnes nie powinna jej z tego powodu uważać za gorszą (pewnie zazdrościła jej urody i też chciała mieć takie powodzenie wśród płci męskiej ;). Sama się wywyższała i uważała za lepszą tylko dlatego, że dużo czytała i stroniła od towarzystwa. Pewnie natura nauczyciela już taka jest, ale większa tolerancja na zachowanie innych to złote lekarstwo ;)
Już po pierwszym i ostatnim zdaniu w powieści możemy sobie wyrobić jaki taki osąd na temat Agnes Grey ;)

Pierwsze zdanie: Każda prawdziwa historia kryje w sobie jakąś naukę.
Ostatnie zdanie: Dobrze więc, sądzę, że dość już powiedziałam.

W ocenie jestem obiektywna i nie uwzględniam tego, że nie spodobał mi się charakter jednej z postaci.

Moja ocena: 4/6.

30 komentarzy:

  1. Muszę przeczytać coś chociaż jednej z sióstr Bronte, bo sporo się o nich mówi; na pewno nie zacznę od Anne po Twojej recenzji. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Brzmi ciekawie. A i lubię pozłościć się czasem na głównych bohaterów. A cała Twoja opinia mówi, że autorka dobrze wykreowała każdą postać. To mnie zachęca, nawet bardzo.
    Chyba sięgnę po tą pozycję :)
    Strasznie przyjemne piszesz recenzje. Takie miłe do czytania.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, że podobają Ci się moje recenzje, to bardzo miłe :*

      Usuń
  3. Koniecznie musze pzeczytac. Mam nadzieje, że wkrótce to się stanie. Prędzej czy póxniej i tak przeczytam, poniewaz mam ją juz na liscie must read :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeśli ta jest jak do tej pory najgorsza, to rozumiem, że nie czytałaś jeszcze "Profesora"... ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam i podobał mi się bardziej pewnie dlatego, że nie było tam tyle uszczypliwego narzekania ;D
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Nie było!? Belgowie zmieszani z błotem ;D Francuzi zmieszani z błotem ;D Katolicy zmieszani z błotem ;D Wszystkie uczennice zmieszane z błotem... ;D
      Mnie się "Agnes Grey" podobała, uszczypliwość cenię, pod względem narzekania (i nadętego moralizowania w dodatku) "Profesor" kasuje ją na wstępie.

      Usuń
    3. Zgadza się. Jednak dla mnie była to po prostu zdrowa krytyka w umiarkowanej dawce, która nie zaszkodziła mi tak jak ta tutaj.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    4. Krytyka - tak. Zdrowa - na pewno nie. Zdrowa krytyka jest konstruktywna, w stonowany sposób wskazuje, co jest nie tak i pokazuje, jak to naprawić. W "Profesorze" czegoś takiego nie było. Wymienione przeze mnie wyżej osoby składały się z samych wad, a protestanccy Anglicy - z samych zalet. A to już nieprawda. Poza tym... "w umiarkowanej dawce"? ;) Dla mnie w "Profesorze" była ona dużo większa niż w "Agnes Grey".
      Rozumiałabym jeszcze, gdyby nie podobałaby Ci się jedna i druga książka. Ale że nie podoba Ci się "Agnes Grey", natomiast podoba "Profesor", to tego już zupełnie nie rozumiem ;)

      Usuń
  5. Nie miałam jeszcze okazji obcować z prozą sióstr Bronte, ale chyba nie szybko się to zmieni, ponieważ nie jestem zwolenniczką literatury klasycznej a powyższa pozycja chyba właśnie do tego gatunku się zalicza.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wydaje mi się, że jakby bohaterka była wykreowana w inny sposób, to byłaby... sztuczna. Każdy ma wady i zalety i dzięki temu wszyscy jesteśmy odmienni ;)
    Książkę przeczytam na pewno, bo własnie zaznajamiam się z twórczością sióstr Bronte.

    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja polubiłam Agnes, chociaż czasami potrafiła mnie zirytować.

    OdpowiedzUsuń
  8. Chyba jednak nie sięgnę po tę książkę, jakoś czuję, że nie jest ona dla mnie...

    Zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ostatnio dostrzegam jak wiele autorów jest mi nieznanych. Tak mało czasu, a tak wiele książek! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam dokładnie tak samo i to mnie trochę przytłacza ;)

      Usuń
  10. Podobno to jedna z gorszych, przekonam się już wkrótce osobiście, bo czeka na mojej półce :)

    OdpowiedzUsuń
  11. ja właśnie także jestem w trakcie poznawania sióstr Bronte, a z dzieł Anny nie czytałam jeszcze nic.. więc mimo to mam ochotę na "Agnes Grey". na nią, albo na "Lokatorkę wildfell hall", zależy co pierwsze wpadnie mi w ręce :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Mimo wad chętnie przeczytam. Od dawna chciałabym poznać twórczość tej autorki, ale na razie jakoś nie jest mi po drodze... :)

    OdpowiedzUsuń
  13. od dawna mam w planach dorobek sióstr Bronte, ale Agnes zostawię sobie na późniejszy moment.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja tak samo, zawsze tylko przejazdem, a pozwiedzać nie ma nigdy czasu :( Zresztą, wolę Kraków :)
    Mam coraz większą ochotę na "Agnes Grey", bo autorstwa Anne jeszcze nic nie czytałam :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Mnie wszystkie powieści z epoki drażnią, ale mam na półce Jane Eyre i mam zamair ją przeczytać już wkrótce :) zobaczymy co będzie :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Tej książki Bronte nie czytałam. Muszę nadrobić zaległości.

    OdpowiedzUsuń
  17. Oj, wiem jak ciężko jest przebrnąć przez książkę, w której główna bohaterka irytuje. Fajny pomysł z pisaniem pierwszego i ostatniego zdania:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Całkiem pozytywnie, może wypożyczę kiedyś w bibliotece. : )

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie jestem przekonana do tej książki

    OdpowiedzUsuń
  20. Bardzo chciałabym przeczytać tę książkę. Ciekawe czy miałabym podobne odczucia, co do głównej bohaterki.
    A kto znajduje sie na tym intrygującym zdjęciu z zasłonietymi twarzami?
    Będę zaglądać do Oazy spokoju. Zapraszam także do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Jeszcze jej nie czytałam, ale mam w planach. Nie przeszkadza mi, jeśli bohaterowie mają wady w powieściach, a siostry Bronte uwielbiam.

    OdpowiedzUsuń
  22. Na książki Bronte już od dawna mam ochotę, ale chyba zacznę od innej książki :)

    OdpowiedzUsuń
  23. sporo o niej słyszałam ;) może w końcu się za nią zabiorę

    OdpowiedzUsuń
  24. Jeśli masz ochotę, zapraszam na Liebster Blog Award: http://minerwaproject.blogspot.com/2013/08/liebster-blog-award-osobiste-gledzenie.html :-)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło, jeśli zostawisz komentarz.